czwartek, 8 stycznia 2015

Pamiętnik nowego wampira. Strona 2.

11-01-1871 r.
New Orleans



   Minęło już prawie 10 lat od incydentu ze śmiercią moich rodziców. Z czasem moja nienawiść spadała, ale poczucie winy rosło. Zaczęłam obwiniać siebie, iż wszystko było moją winą. Nienawidziłam za to samej siebie, choć byłam w mieście wiecznych impres jak na tamte czasy...coś nie pozwalało mi się odprężyć, zmrużyć oka. Nic, próbowałam wszystkiego, na marne. Dzień w dzień, miałam przed twarzą obraz mordowanych rodziców.
   W końcu przyszła kobieta która w pewnym sensie, odratowała mnie od cierpienia w domu. Choć włóczyłam się z nią po świecie już od dziesięciu lat, nadal nie wiedziałam jak się zwie. Nie chciałam pytać, ale coś mnie zmusiło. Odpowiedziała ,,Tak myślałam że kiedyś się zapytasz. Tylko na to czekałam. Nazywam się Angelique Mallory. Ale mów mi po prostu Angie". Potakiwałam głową, chwilę zastanawiając się, dlaczego jej tak na mnie zależy? Dlaczego chciała abym była wampirem? Dlaczego? Zdaje mi się, iż potrafiła chyba czytać w myślach, gdyż zaraz po tym jak w myślach zadałam pytania, odpowiedziała mi ,,Dlaczego? Może to po prostu z nudów? A może dlatego że coś mnie z tobą łączy? Sama nie wiem, ale coś kazało mi to zrobić... więc tak zrobiłam. Ale chyba nie żałujesz? Jeżeli tak, znaczy że popełniłam błąd". Dałam znacząco znać, że nie żałuję. Zapytałam się ,,A ty... żałujesz że jesteś wampirem? Przecież nie możesz mieć dzieci, rodziny... mało kto będzie cię kochać. Żałujesz że jesteś tym kim jesteś teraz? Gdybyś miała możliwość, zmieniła byś to?", jej twarz nagle skamieniała, bez żadnych emocji. Prawdo podobnie zastanawiała się, jednak że odpowiedziała mi. Powiedziała ,,Nie... nigdy nie żałowałam. A nawet gdybym mogła wybrać miłość, rodzinę i tym podobne... Nie miała bym tego. Nigdy nie byłam kochana przez nikogo". Przyznam szczerze, zrobiło mi się jej żal, na tyle że zaczęłam rozmyślać czy oni mnie kochali, bądź czy było to tylko złudzenie. Jednakże, bez wahania powiedziałam jej słowa, które ją rozweseliły. Rzekłam wtedy ,,Nie martw się, ja Cię kocham! Choć nie znam cię na tyle, czuję że, ty jesteś moją prawdziwa matką...". Wzruszyła się, dostrzegłam u niej łzy. Szybkim ruchem mnie przytuliła powiedziała że też mnie kocha, oraz dodała także chciała by być moją matką. Wtedy miałam już 16 lat, w poprzednim wpisie zaledwie 8 lat...
   Drogi pamiętniku. New Orleans, Ahh! To jest idealne miejsce dla wampirów. Imprezy, alkohol, krew... czego więcej mogą chcieć wampiry? Następny wpis zapewne jak wytrzeźwieję...



~ 2 ~

czwartek, 1 stycznia 2015

Pamiętnik nowego wampira, strona 1.

21-04-1863r. 
 Londyn.


   Wyszłam z domu, błąkam się gdzieś po ścieżkach Londynu. Rodzice znów się kłócą. Mam dość, chcę to wszystko skończyć. Nagle podeszła do mnie kobieta, była wyjątkowo piękna. Tego dnia akurat miałam urodziny, ona o tym wiedziała. Ale skąd?
   Zaproponowała mi iż zaprowadzi mnie do domu. Byłyśmy już u progu, lecz rodzice dalej się sprzeczali. Widziała jak cieknie mi łza. Wtedy powiedziała mi ,,Mogę Ci pomóc. Mogę sprawić że już nigdy nie uronisz łzy. Tylko zrób dla mnie jedną rzecz...". Nie wiedziałam o co wtedy chciała mnie poprosić, zrobiłam zdziwioną minę, wtedy to szepnęła mi do uszka ,,...Zaproś mnie do środka. Zobaczysz co się stanie gdy to zrobisz. A więc, zaprosisz mnie?" Uśmiechnęła się dość przerażająco, spuściłam głowę zastanawiając się. Wtedy domyśliłam się, iż była wampirem. Rodzice zauważyli jak z kimś rozmawiam. Ojciec widział jak patrzy na nich morderczym wzrokiem, powiedział ,,Nie wpuszczaj jej!". Ze spuszczoną głową zapytałam ,,A obiecasz mi... że już nigdy się nie pokłócisz z mamą?", podniosłam głowę, patrząc obojętnym wzrokiem, tak... jakbym chciała aby umarł. Zawiesił się, ,,Eh... Tak jak myślałam, ty nie potrafisz.Już kiedyś obiecaliście mi że ni będziecie się kłócić. Ale wy zawsze kłamiecie. I wiecie co?". Przez chwilę nie mówiłam, uśmiechnęłam się z pogardą w oczach mówiąc ,,Zaproszę ją... ja ją zaproszę...". Odwróciłam się do niej spojrzałam w twarz, chciałam powiedzieć, ale ojciec zatrzasną drzwi. Wtedy coś we mnie pękło. Odwróciłam się w stronę ojca, i wrzasnęłam ,,Możesz wejść!". Nagle otworzyły się drzwi, kobieta  po drugiej stronie miała twarz skierowana na wprost, lecz oczami skierowała na buty. Z uśmiechem przekroczyła próg, po czym zerknęła na nich i powiedziała ,,...Kolacja...". W kilka sekund przebiła swymi kłami ich tętnice szyjne, wykrwawiali się na moich oczach. Jednakże... nie bolało mnie to, cieszyłam się z powodu, iż umierają. Wtedy podeszła do mnie i powiedziała ,,A ty... chcesz być taka jak ja? Będziesz żyć wiecznie, bez strachu... bo to ty nim będziesz, chcesz? Czy chcesz być wampirem?". Zastanawiałam się chwilę, ale ojciec resztkami sił powiedział ,,Nie, skarbie! nie rób tego! Ja i mama zawsze cię kochaliśmy!". W sumie... to mnie wzruszyło, ale w tamtym dniu byłam przepełniona nienawiścią do nich. Podeszłam do umierającego ojca, przyklęknęłam i szepnęłam do uszka ,,Nie obchodzi mnie to, do tej pory mnie nie kochaliście...dopiero w obliczu śmierci się obudziłeś? Gdzie tak mnie kochałeś jak pieprzyłeś te dziwki w waszej sypialni jak matka urabiała się po łokcie żebyś miał na te zdziry? Gdzie wtedy byłeś?! I ja tobie... Mam okazywać litość?! Nienawidzę cię! Obyś smażył się w piekle...". Wtedy zgodziłam się na zostanie wampirem.Nie pamiętam nic z tego rytuału. Ale to nie ważne, bardziej obchodzi mnie to kim teraz jestem. Teraz nikt mnie nie będzie traktował jak bezbronnego bachora.
   Drogi pamiętniczku... Oby nikt nie musiał przechodzić przez takie kłótnie rodzinne, spowodowane przez rodzicieli... To w sumie żenujące, nie mają godności. Jesteś mój nowy. A skoro wampiry nie zapominają... Jak ktoś by mnie przebił kołkiem, bądź wyrwał serce, aby mieli choć cząstkę tego, co przeżyłam.
 
~ 1 ~